Szkoła óczy informatyki - cz. I
03.01.2007 | 21:24
Uncategorized
Dzisiaj zaczynam serię notek dotyczących nauki HTMLa w moim liceum. Jako, że skończyliśmy przerabiać język programistyczny Pascal, wzięliśmy się za HTML. Pamiętam, jak z HTMLem było w gimnazjum, dlatego spodziewałem się, że będzie fajnie ;). Najpierw słucham jak mój pan profesor Zenker opowiada o historii internetu, stron internetowych itp. Trochę teorii jak zwykle musi być. Oczywiście trzeba było wyjaśnić zielonym uczniom, co oznacza skrót HTML. No to Zenker mówi:
HTML to skrót z języka angielskiego oznaczający HyperText… Language.
Wzięło mnie trochę zdziwko i zapytałem się, co oznacza “M”. Niestety… Pan Zenker zapomniał ;). No cóż… Zdarza się… W końcu nie jest to człowiek pierwszej młodości, ma swoje lata.
“Najpopularniejsze i prawdopodobnie najlepsze programy do tworzenia stron”
Na samym początku, jeszcze przed rozpoczęciem kodowania w notatniku należałoby powiedzieć o aplikacjach do robienia stron. Podam je w takiej kolejności, jakiej wypisał je Zenker na tablicy:
- Notatnik
- Front Page
- Word [tak, chodzi o Microsoft Word]
- PowerPoint [tak, ten sam Microsoftowy shit...]
- Pajączek
- EdHTML
Mimo, że pozycja EdHTML pojawiła się na ostatnim miejscu to i tak się zdziwiłem, że w ogóle ją wymienił… Ale chwała mu za to. I rispekt, że na pierwszym miejscu znalazł się słynny Notepad dla samych hardcoreowców ;). Jednak największy uśmiech mi się pojawił na twarzy, kiedy dowiedziałem się, że my będziemy kodować w programie Front Page. Może dlatego, że sam w nim zaczynałem i niestety wiem, że nie wpływa on dobrze na naukę HTMLa ;).
“Najważniejsze są odpowiednie znaczniki, które pozwalają na to, aby strona działała pod każdą przeglądarką internetową”
Doczekałem się też krótkiego wykładu na temat przeglądarek internetowych, że różne przeglądarki mogą różnie interpretować niektóre znaczniki. Dlatego dostaliśmy cenną wskazówkę, żebyśmy podczas projektowania stron sprawdzali, jak one działają w różnych przeglądarkach. Dodam tylko, że na naszym szkolnych komputerach jest tylko Internet Explorer.
Od razu dostaliśmy porcję różnych znaczników. Profesor otworzył najprostszą stronę internetową i pokazał nam kod źródłowy. No i co się dowiedziałem? A np. to, żeby przy określaniu czcionek należy używać znacznika <font>. Niestety, nie dowiedziałem się, że nie zaleca się jego stosowania… Podobnie było ze znacznikami <center> oraz atrybutem align (dla przykładu: <p align="center">
Niestety okazało się, że mój profesor nie słyszał o semantyczności itp. Zamiast dać w nagłówku znacznik <h1> on dał w swojej przykładowej stronie znacznik <font> za pomocą którego określił kolor i rozmiar czcionki (co też jest odradzane przez W3C). Następnie otworzył paragraf <p> i za pomocą atrybutu align określił pozycję nagłówka… Wszystko to rzecz jasna nie ma nic wspólnego z semantycznością oraz orzeczeniami W3C, czyli można powiedzieć, że obecnymi standardami. Czuję, że na następnych lekcjach poznam jeszcze kilka znaczników, które pozwolą nam utworzyć stronę zgodną ze standardami… Ale o nich w kolejnych częściach wpisu.
A jakich czcionek używać, psorze?
Dowiedziałem się też, że jedyną czcionką, jakiej należy używać na stronach jest Arial, ze względu na to, że jest ona dostępna na każdym systemie operacyjnym, BEZ WYJÄ„TKĂ“W! O tym, że większość microsoftowych czcionek ma swoje odpowiedniki na innych systemach operacyjnych już się nie dowiedziałem… O tzw. rodzinach czcionek też nie, ale to pewnie dlatego, że chyba nigdy nie zaczniemy CSSa. Jeśli tak, to już się boję…
Takie małe info dla mojego profesora, gdyby tu przypadkiem trafił: KLIK!
“HTML to takie niebo”
Wspomniałem już wcześniej, że mój profesor ma swoje lata, dlatego trudno się dziwić, że nauka języków obcych może mu ciężko iść. Główne znaczniki <body> oraz <head> przetłumaczył dobrze - body to ciało naszej strony, a head to nagłówek - czyli tak jak podają niemal że wszystkie kursy HTML. Jednak trochę dziwnie przetłumaczył znacznik <html>. Nie miałem pojęcia, że HTML można przetłumaczyć jako “niebo”… To chyba lekka nadinterpretacja. Aczkolwiek czy tak powiedział to nie jestem pewien, bo był lekki zamęt w klasie ;), ale tak mi się wydawało.
Następną, już taką mało ważną rzeczą była fonetyka. Angielski w ustach Zenkera brzmi nieziemsko. Słówko head zostało przeczytane tak: hejt. Było jeszcze jedno tak fajnie przeczytane słowo, ale nie mogę sobie przypomnieć jakie…
Dodaj ten wpis do:


Roberto 03.01.2007 | 21:56
Ja tam mimo wszystko odezwałbym się podczas takiej lekcji i “pochwalił” swoją wiedzą, nawet jeżeli miałoby to zaowocować “świętą wojną” z nauczycielem.
A czy prof. wspomniał chociaż słowem o doctype?